januar - styczeń februar - luty marec - marzec april - kwiecień maj - maj junij - czerwiec julij - lipiec avgust - sierpień september - wrzesień oktober - październik november - listopad december - grudzień
Polakom, którzy po raz pierwszy stykają się z językiem słoweńskim, nietrudno o rozczarowanie. Jak to, przecież to też język słowiański (więc trochę taki jak nasz!), a słyszymy zupełnie coś innego, niż widzimy w tekście.
O ile przy spółgłoskach sprawa jest prosta (z jednym wyjątkiem, o czym za chwilę), ponieważ tutaj przyjęto zasadę podobną jak w serbskim czy chorwackim, czyli "wymawiamy tak, jak czytamy" (š to š, czytane jak nasze polskie sz, ž to ž, jak polskie ż, s to nasze polskie, swojskie s i tak dalej...), to schody zaczynają się przy samogłoskach.
W języku słoweńskim występuje bowiem coś takiego, jak ruchomy akcent. Oznacza to tyle, że nie ma w nim jasnych reguł, które można wykuć, aby tenże akcent opanować (podobnie jest w języku rosyjskim). Jedynym sposobem, aby to opanować, jest po prostu słuchanie poszczególnych wyrazów i sprawdzanie rozkładu akcentu ze słownikiem (szczególnie polecam tutaj portal Fran).
Na tym jednak nie koniec. Otóż w słoweńskim istnieją aż trzy formy realizacji tego, co jest zapisywane jako "e".
Pierwsza to "zwykłe", "polskie", które inaczej jest nazywane "samogłoską półprzymkniętą przednią niezaokrągloną", albo po prostu "długim e". Możemy je usłyszeć na przykład w takich wyrazach jak:
vprašanje- pytanie človek - człowiek lenoba - lenistwo
Druga to tak zwane "krótkie e", które w praktyce brzmi jak coś pomiędzy "i" a "e". Kiedyś taki dźwięk istniał również w języku polskim i to z perspektywy historii polszczyzny wcale nie tak dawno temu, bo w czasach Adama Mickiewicza i w niektórych wydaniach poezji naszego narodowego wieszcza możemy zobaczyć takie cudeńko, jak é. Tak, to jest właśnie to, o czym mowa.
Jak to brzmi w rzeczywistości? Sądzę, że najlepiej byłoby przekonać się o tym na przykładzie słoweńskiej wersji Cichej nocy, gdzie słychać to bardzo wyraźnie:
I tu drobny przypis z mojej strony - o ile tekst Cichej nocy (Sveta noč) jest nieco archaizowany (słoweński przekład pochodzi z 1871 roku), we współczesnym słoweńskim to podobieństwo do "i" jest mniejsze. Jednak wciąż można usłyszeć, że to "e" jest wymawiane nieco wyżej i krócej, niż "długie e". Dzieje się tak na przykład w wyrazie: svet - świat, czy mesto - miasto.
Czasami ta różnica między krótkim i długim "e" jest istotna w semantyce, czyli w znaczeniu danego wyrazu, i tak na przykład "péti" (uwaga, tu zapisuję ze znakiem akcentu, którego przecież w większości tekstów nie znajdziecie, a już tym bardziej nie napisze go Wam podczas krótkiego dialogu pani w kiosku, gdzie idziecie kupić zapalniczkę!) z "krótkim e" oznacza "śpiewany", a "pêti" z "długim e" oznacza "piąty".
Jest jeszcze jedna malutka ciekawostka, mianowicie coś, co słoweńscy językoznawcy określają mianem poglasnik, a polscy nazywają to "szwa", zapisywane w alfabecie fonetycznym jako [ə]. W słóweńskim jest zapisywany przeważnie jako "e" (jak na przykład w wyrazie pes - pies) lub pojawia się w otoczeniu "r", jeśli nie ma wokół innych samogłosek (jak na przykład w wyrazach typu grm - krzew, prstan - pierścień).
A co ze zbitką "nj"? Inaczej niż w polskim, nie czytamy tego jak "ń",
ani nie łączymy tego "n" i "j" jak w chorwackim, tylko czytamy to
oddzielnie, jak w wyrazie konj - koń.
Na koniec, co się dzieje, gdy pojawia się takie cudo jak "L" lub "V"? O ile te literki pojawiają się na początku wyrazu, a zaraz po nich widzimy samogłoskę, czytamy je odpowiednio jak "L" lub "W" (znów z jednym wyjątkiem, o którym za chwilę!), jednak gdy widzimy je na końcu, czytamy je jak polskie "Ł" (jak na przykład w wyrazie prekinitev - przerwanie, zerwanie, czy w formach przeszłych czasowników rodzaju męskiego, bil - był, kuhal - gotował itd.) A co, jeśli na początku wyrazu po "L" lub "W" nie ma samogłoski? Też czytamy to jak "ł", na przykład w wyrazie vsak - każdy, vsi - wszyscy.
Po co to wszystko? Po co w ogóle uczyć się wymowy? Ano nie dla idei ani nie dla Nagrody Nobla, tylko po prostu po to, żeby inni nas dobrze rozumieli, niezależnie od tego, czy kupujemy na bazarze ziemniaki, czy czytamy poezję Prešerna.
Język słoweński należy do grupy języków słowiańskich, konkretnie - południowosłowiańskich. Oznacza to, że należy do tej samej rodziny co serbski, chorwacki, bośniacki (co ciekawe, te trzy języki przez część językoznawców są określane jednym skrótem: BKS, pochodzącym z niemieckiego Bosnisch, Kroatisch, Serbisch), macedoński, bułgarski, a także wymarły już staro-cerkiewno-słowiański.
Języki południowosłowiańskie to te, które na mapie zostały zaznaczone kolorem ciemnoniebieskim/granatowym. Źródło: http://www.s-sers.mb.edus.si
I tu warto zaznaczyć, że język słoweński należy do konkretnej grupy języków południowosłowiańskich, mianowicie dotak zwanej gałęzi zachodniej. Oznacza to tyle, że słoweński ma znacznie więcej wspólnego z serbskim, chorwackim i bośniackim, niż z wspomnianym wyżej bułgarskim czy macedońskim, które to należą do gałęzi wschodniej. W ciągu ostatnich kilku lat coraz głośniej mówi się o stopniowym wyodrębnianiu się języka czarnogórskiego, który zdążył już wykształcić pewne formy nieistniejące w najbliższym mu serbskim czy chorwackim, ale to nie jest temat dzisiejszej notki.
Językiem słoweńskim posługuje się około 2,5 miliona ludzi, wliczając w to słoweńskie mniejszości narodowe i emigrantów, przede wszystkim w Niemczech, USA, Australii, RPA i Kanadzie. Oprócz tego istnieje jeszcze słoweńska odmiana języka migowego.
Istotną ciekawostką, a przy tym niezłym utrudnieniem dla wszystkich, którzy próbują wgryźć się w rozmowy native speakerów, są dialekty, a ściślej - ich liczba. Słoweński ma ich najwięcej ze wszystkich języków słowiańskich, w zależności od źródeł liczba ta waha się od 33 do 48. Niektóre dialekty znacznie różnią się od literackiej wersji języka (którą posługuję się ja sama i to o niej przeważnie będzie mowa na tym blogu), nie jest też wcale niezwykła sytuacja, w której dwójka Słoweńców z różnych części kraju nie potrafi się ze sobą porozumieć, gdy rozmawiają w swoich lokalnych narzeczach.
Jest to język urzędowy Republiki Słowenii, poza tym uznawany jest za język mniejszości narodowych we Włoszech, Austrii, Chorwacji i na Węgrzech. Do zapisu używa się alfabetu łacińskiego (gajica - nazwa pochodzi od Ljudevita Gaja, chorwackiego językoznawcy), który zawiera 25 liter. W dawnych czasach (XVI-XIX wiek) używano pisma o nazwie bohoričica, a część typowo słoweńskich głosek zapisywano przy pomocy znaków obecnych w języku niemieckim, co powodowało np. różne formy zapisu tej samej głoski. W praktyce przypominało to nieco współczesne próby transliteracji głosek np. języka rosyjskiego w języku angielskim, co skutkuje "zh" tam, gdzie słyszymy "ż". To było w okresie, gdy lokalni reformatorzy próbowali stworzyć ujednoliconą formę języka literackiego. Jednak, jeśli nie interesują Was pisma religijne z okresu Reformacji i kontrreformacji lub poezja okresu romantyzmu, możecie to odłożyć na bok i nie zajmować się tą tematyką.
Biblia Jurija Dalmatina (Dalmatinova biblija) z 1584 roku, pierwszy przekład Pisma Świętego na język słoweński. Źródło: www.delo.si.
W języku słoweńskim występuje sześć przypadków, trzy liczby (pojedyncza, mnoga i podwójna - ta ostatnia sprawia, iż jest to wyjątkowy język na tle innych współczesnych języków europejskich, które w większości utraciły liczbę podwójną, ale o tym napiszę więcej w osobnej notce) i trzy czasy (teraźnieszy, przeszły i przyszły).
I to by było na tyle w dzisiejszym wpisie, w następnych będę rozwijać kolejne zagadnienia z gramatyki, słownictwa i kultury (bo ta również jest bardzo ciekawa).